„W poradni okulistycznej rozpoznano u mnie zaćmę i wydano skierowanie do szpitala na operację.”

           Zaćma to nie kara za grzechy – każdemu człowiekowi po 50 roku życia zaczyna mętnieć soczewka. Jest to całkowicie naturalny proces, tak jak siwe włosy czy zmarszczki.

         W krajach o innym standardzie opieki medycznej pacjent, któremu zaćma zaczyna zaczyna przeszkadzać w życiu umawia się ze swoim okulistą na termin zabiegu, który wynosi przeważnie około miesiąca. Koszty pokrywa firma, w której pacjent wykupił ubezpieczenie.

A jak jest w Polsce?

         W Polsce terminy wybiegają w absurdalną przyszłość nawet 3-4 lat! Nie każdemu pacjentowi stan zdrowia pozwoli doczekać swojej kolejki.
Powodem tworzenia się kolejek są umowy kontraktowe podpisywane z NFZ. Określają one ilość miejsc, które dana placówka medyczna musi zapełnić, aby kontrakt zrealizować. W efekcie szpitale rejestrują na terminy wszystkich pacjentów, nawet z najmniejszą zaćmą, blokując tym samym miejsca dla osób, które potrzebują zabiegu o wiele wcześniej. Pacjent ma więc zafundowany dodatkowy stres związany nie tylko z samym procesem chorobowym, ale i z niepewnością – musi czekać na zabieg, nie wiedząc jak szybko choroba będzie postępować.

W Polsce pacjenci mają więc do wyboru trzy drogi:

1. Mogą czekać kilka lat na zabieg refundowany.

W placówce realizującej kontrakt z NFZ najczęściej pacjent nie ma mozliwości wyboru lepszej jakościowo soczewki, np. wieloogniskowej czy torycznej, ponieważ państwo płaci tylko za najprostsze, podstawowe rozwiązania. Co gorsze, placówki te, „tnąc koszty”, wszczepiają soczewki najtańsze i niskiej jakości. Może to prowadzić w przyszłości do mętnienia soczewki albo do rozwoju zaćmy wtórnej.

2. Mogą zapłacić i wykonać zabieg w prywatnej placówce, takiej jak nasza, w ciągu miesiąca, jednak bez zwrotu kosztów.

Szkoda, że nie istnieje wolny rynek usług medycznych i o tym gdzie można się leczyć decyduje urzędnik.

3. Dzięki umowom transgranicznym mogą wykonać zabieg w krótkim terminie, odpłatnie za granicą (np. w czeskim Cieszynie, www.neovize.pl), a następnie otrzymać częściowy zwrot kosztów z polskiego NFZ w wysokości 2200 zł.

Jest to rozsądna alternatywa, jednak generuje spore koszty (choćby dojazdu za granicę). Dodatkowo w przypadku powikłań pooperacyjnych, które zdarzyć się mogą przecież w każdym ośrodku, dostęp do wizyt kontrolnych może być utrudniony.

Czy tak powinno być??

 

Ciekawy artykuł na temat całej sytuacji zamieszczono ostatnio w serwisie money.pl:

https://msp.money.pl/pomysl-na-biznes/artykul/usuniecie-zacmy-one-day-clinic-klinika-w,18,0,2393362.html